Dyskusja na temat nie przestaje trwać i angażować,
prowadząc nieraz do dość brutalnych posunięć, jakie miały
miejsce na przykład we Francji
(http://mikker-story.salon24.pl/552408,homoseksualisci-zaatakowali-katolicka-katedre),
U.S.A
(http://www.wykop.pl/ramka/1576835/homoseksualisci-zaatakowali-mezczyzne-trzymajacego-transparent-religijny)
czy Argentynie
(http://www.pch24.pl/homoseksualni-aktywisci-w-obrzydliwy-sposob-zaatakowali-katolikow,19558,i.html).
Pokazuję te wycinki z prasy nie dlatego żeby obrazić osoby
homoseksualne, wiem, że tak jak różni są katolicy, czy ateiści,
tak różni są ludzie utożsamiający się z homoseksualnym
sposobem życia. Sprawą fundamentalną w walce o równość i
tolerancją zawsze staje się "odrzucenie i dyskryminacja".
Gdy z kolei ktoś o poglądach konserwatywnych powołuje się na
fakt, że sytuacja zaczyna się wymykać z pod kontroli ponieważ w
imię walki o równość i tolerancję zaczyna dochodzić do
poważnych naruszeń wolności i równości w stosunku do osób,
które np. na związki homoseksulane nie chcą się zgodzić np.
(http://wpolityce.pl/wydarzenia/68359-brytyjski-homoterror-odmowisz-pokoju-gejom-musisz-sie-liczyc-z-bankructwem-taki-los-spotkal-pare-chrzescijanskich-hotelarzy),
wówczas osoby ze środowiska pro-homoseksualnego podnoszą wrzawę,
że muszą walczyć o swoje prawa ponieważ są prześladowani:
(http://polska.newsweek.pl/krytyka-polityczna-atak-pokaz-filmu-lgbt-newsweek-pl,artykuly,273516,1.html)
Od czasu do czasu ktoś powie za dużo i wtedy niektórzy z nas
zaczynają się zastanawiać o co tutaj naprawdę chodzi. Zacytuję
znany fragment "Pani Masha Gessen, podczas dyskusji w Sydney
mówi: „Nie chodzi o prawo homoseksualistów do zawarcia
małżeństwa, ale o to, że instytucja małżeństwa powinna
przestać istnieć. Walka o małżeństwa dla homoseksualistów
zazwyczaj wiąże się z ukrywaniem tego, co mamy zamiar zrobić z
małżeństwa, kiedy ten cel osiągniemy. Mówienie, że instytucja
małżeństwa wówczas nie ulegnie zmianie, jest kłamstwem.”
(Fragment z
http://www.fronda.pl/a/aktywistka-homoseksualna-naszym-celem-zniszczenie-instytucji-malzenstwa,28019.html)
Ktoś może uważać, że słowa te są przesadzone. Gdyby jednak
przyjrzeć się jak wyglądał proces zmian w konstytucji w zakresie
definicji małżeństwa i zastanowić się nad jego efektami
społecznymi można dojść do ciekawych pytań. Niemcy
zalegalizowali związki homoseksualne ponad dekadę temu
(http://fakty.interia.pl/swiat/news-niemcy-dozwolone-malzenstwa-homoseksualne,nId,786476).
Od znajomego Jezuity wiem, że w Niemczech likwidowane kościoły
liczone są w tysiącach. Ktoś powie, bardzo dobrze, dzieku temu ten
cały kler nie będzie marnował pieniędzy podatników. Smutny to
moim zdaniem moment gdy strażnika wartości wyrzuca się z kraju.
Można stwierdzić, że bez Kościoła sobie poradzimy
doskonale i Bóg do niczego nie jest nam potrzebny. Sam osobiście
żyłem 25 lat bez Boga. Nadszedł kryzys. Zacząłem myśleć i
samobójstwie. Wtedy po raz pierwszy poszedłem z własnej woli do
kościoła. Tam, również po raz pierwszy zacząłem się z całego
serca modlić. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu ta modlitwa nie
pozostała bez odpowiedzi. Trudno to po ludzku opisać, ale poczułem
jakby ktoś przyszedł i zabrał cały smutek, znużenie i
cierpienie. Nagle jakby z nieba spłynął na mnie pokój jakiego nie
znałem. Zrozumiałem w jednej chwili, że Jezus, którego widziałem
przed sobą w postaci figury, nie jest martwym wymysłem, choć w
takim przekonaniu mnie wychowano. Poczułem, że jestem przez kogoś
bardzo kochany. Wiedziałem, że tą miłością darzy mnie Jezus,
którego wcześniej uważałem za bajkę. To brzmi niewiarygodnie.
Wiem o tym. Musiałem dostać mocno po głowie od życia żeby w
ogóle dopuścić myśl o tym że Jezus jest prawdziwą osobą. Ten
osobisty fragment zamieszczam tutaj ponieważ wcześniej byłem
skłonny patrzeć na homoseksualizm jako coś czego nie da się
zmienić. Tamto doświadczenie na Jasnej Górze sprawiło, że
zacząłem sie zastanawiać na wieloma aspektami życia. Zacząłem
analizować proces wychowania jaki przeszedłem i jego efekty.
Poznałem też wielu ludzi, którzy byli wychowywani bez Boga a
którzy się nawrócili. Zrozumiałem na swoim przykładzie i innych
osób, że każdy brak miłości, każda złość, kłótnia, czy
niewłaściwe przekroczenie granic fizycznych rzutują na psychikę
dziecka z ogromną siłą. Oczywiście mając skłonności
homoseksualne postanowiłem szukać uzdrowienia w Kościele. I w
Pomocy 2002 je znalazłem. Obserwuję dzisiejszy świat z wielkim
niepokojem, bo ludzie bardzo inteligentni i świadomi mówią nieraz,
że walka homoseksualistów o ich prawa jest jak najbardziej słuszna,
że przecież ideologia gender ma bardzo ważne zadanie społeczne,
ma rozbić nasze stereotypy. W tym momencie często przypomina mi
się, że ludzkość od wielu tysięcy lat próbuje stworzyć systemy
gospodarcze, społeczne i ekonomiczne i zawsze jakoś dziwnym trafem
najczęściej okazuje się, że nasza chciwość i pycha biorą górę
i żadna ideologia nie jest w stanie zapewnić nam równości,
sprawiedliwości i godności. Stąd mój osobisty wybieg. Zmiana
naszego świata na lepsze jest możliwa tylko w miłości. A
prawdziwą miłością jest Bóg. Człowiek sam z siebie nie jest w
stanie przekroczyć swojego egoizmu. Pokazały nam to tysiące lat
naszej historii. Dokładnie tak będzie i teraz. W walce o tolerancję
zostanie dokonanych bardzo wiele złych czynów. W walce przeciwko
LGTB zapewne też. Pozostaje pytanie: dlaczego 2% ludzi na świecie,
bo tyle średnio jest osób homoseksualnych doprowadza do zmian w
ustawach, które są fundamentem ludzkości? Walka o prawa nigdy się
nie kończy. Mam raczej wrażenie, że doprowadza do całkowitego
zeświedczenia społeczeństw, które się jej poddają. Jak dotąd o
skutkach społecznych się nie mówi. Czy jednak zrobiono
jakiekolwiek badania na ten temat? Nigdy o takich nie słyszałem.
Zapytano tylko psychologów czy związki homoseksualne będa spełniać
wymagania rodziny heteroseksualnej, psycholodzy orzekli, że tak. A
jeśli się okaże, że dzieci z rodzic homoseksualnych mają więcej
problemów ze swoją tożsamością, z poczuciem wartości, z
odnalezieniem siebie, (Mark Regnerus,
http://wpolityce.pl/wydarzenia/31255-kolejne-badania-uderzaja-w-gejowska-propagande-i-pokazuja-ze-dzieci-potrzebuja-normalnej-rodziny)
tak pokazują wielokrotnie zwalczane badania profesora socjologii
z Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Texas. Nawet jeśli dałoby
się cokolwiek tym badaniom zarzucić, choć komisje Uniwersytetu
wielokrotnie to sprawdziły i podejrzenia odrzuciły, to czy dobro
małego człowieka nie powinno być całkowicie fundamentalną
sprawą? Jeśli są podejrzenia, że takie relacje mogą dziecku
zaszkodzić, to czy mamy prawo na to zezwalać? Pytania, na które
każdy sam musi sobie odpowiedzieć...Dlaczego w takim razie państwa
pozwalają na legalizacje małżeństw homoseksualnych i adopcję
dzieci przez te pary? Dlaczego bez odpowiednich badań uznaje się,
że związki te będą spełniać rolę zdrowej rodziny? Skoro
wszystkie badania tego środowiska pokazują, że większość
homoseksualistów prowadzi bardzo rozwiązłe życie seksualne, to
jak możemy zagwarantować, że dzieci trafią do par, które będą
sobie wierne? Czy najpierw nim podejmie się tak ważną decyzję nie
powinno się rozważyć wszystkich za i przeciw?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz